|
poniedziałek, 08 lutego 2010
Wycieczka w większości zaplanowana. Dzisiaj została wytyczona szczegółowa trasa i z grubsza miejsca godne obejrzenia. Jutro z szefem zabukuję noclegi (możliwe, że wszystkie za darmo- tak po znajomości) :) Podczas naszego tygodniowego wyjazdu chcemy odwiedzić Lahinch, Galway, Dublin, Wexford, Cobh, Mizen Head... plus kilka mniejszych miejscowości po drodze. W Galway i Dublinie chcemy spędzić po dwa dni, żeby móc węcej zobaczyć. Poza tym dodatkowo w Dublinie mieszka moja kuzyneczka, którą też chcemy odwiedzić. Najbardziej cieszę się na Dublin właśnie i zwiedzenie fabryk Guinnessa i Jamesona. Najgorzej będzie dla mnie przeżyć tyle godzin każdego dnia w samochodzie, zważając na moją chorobę lokomocyjną (która swoją drogą pojawiła się u mnie jakiś rok temu znikąd!). Ale zakupię sobie całą siatkę tabletek na mdłości i powinno być dobrze. Żebym tylko nie przespała większości drogi, bo tak właśnie działają na mnie te tabletki hehe.. To by była dopiero wycieczka gdybym wszystko przespała :))) Wyjeżdżamy w niedzielę za tydzień, więc jest jeszcze troszkę czasu. Bardzo się cieszę na ten wyjazd, bo w zasadzie, to będzie nasz pierwszy z Fabiem wspólny urlop, który spędzimy tylko ze sobą. Wcześniej urlopy zawsze wykorzystywaliśmy na wizyty w Polsce i przez to mało było czasu i dla siebie, i dla zupełnego relaksu. No więc najwyższy czas żeby po 6 latach pojechać gdzieś we dwoje. Mam nadzieję, że się nie pozabijamy i nie znudzimy zbytnio swoim towarzystwem hehehe.. no co?! różnie to bywa przecież :) Eeeee.. chyba nie będzie tak źle, fajno nam przecież razem tak ogólnie i na codzień :)
środa, 03 lutego 2010
Wszystkim doskwiera jakaś zimowa depresja. Z kim nie rozmawiam, to narzeka, że jakoś tak smutno..nudno..źle. Weźmy na przykład męża mojego, którego pytam co słychać, a on- eeee.. normalnie znaczy zimowo-depresyjnie. Na co ja, że wcale nie uważam, że zima jest smutna i ja tam nie mam doła. Na co on, że ja to dziwna jestem :) no ale przecież zima, to naprawdę fajny okres i wcale nie aż taki smutny, prawda?!! A dzisiaj zaplanowaliśmy wstępnie z Fabiem, że jedziemy w przyszłym tygododniu na kilkudniową wycieczkę. W związku z tym, że Fabia szef zaproponował mu cały przyszły tydzień wolny, bo jest cicho, to ja też poproszę swojego szefa (w końcu to bracia), żeby też mi dał i gdzieś sobie pojedziemy. To gdzieś, to ma być po prostu Irlandia, ale miejsca w których jeszcze nie byliśmy. A w związku z tym, że jest takich miejsc sporo, to powinno być ciekawie. Teraz musimy tylko wszystko zaplanować, zabukować noclegi i wiooo.. w drogę! Fajnie co? :))) A jutro idę na pedicure, na który cieszę się niezmiernie, bo przeciągnęłam robienie pazurków o jakies 3 tygodnie i dzisiaj rano zobaczyłam, że moje girki są już w opłakanym stanie :) to znaczy nie jest aż tak tragicznie, ale ja lubię mieć zawsze śliczny i świeżutki french pedicure :))) A do tego moimi paznokciami zajmuje się bardzo dobra koleżanka, więc przy okazji poplotkujemy sobie przy kawusi :) A był ktoś z was na filmie Nine? Bo ja nie mogę się go doczkeać i ciekawa jestem, czy rzeczywiście jest taki dobry? Jakby ktoś był, to niech napisze jakie wrażenia :)
poniedziałek, 01 lutego 2010
Miało być o tym jak fajnie bawiłam się w sobotę na imprezie i jak wytańcowałam się na całego. I o tym, że był też Fabio i jak lubię, kiedy wychodzimu na imprezy razem, bo wtedy bawię się podwójnie dobrze. No właśnie miało być na wesoło, ale nie będzie... A poszło o jakąś pierdołę przez, którą Fabio się sfochował i nawet jeżeli twierdzi, że wcale nie, to przecież ja to czuję i wiem, że jest inaczej. I uwierzcie mi, że czasami wydaje mi się, że nie znam tak naprawdę własnego męża. Bo oto on, który unika kłótni i bezsensownego fochowania, nagle potrafi się obruszyć o zwykłą pierdołę. O to, że zwróciło się mu uwagę. I zamiast po prostu coś na bierząco odpowiedzieć, albo nawet postawić na swoim, czy może postarać się wyjaśnić, dlaczego on chce inaczej, to po prostu się zamyka na cztery spusty i więcej niż zdawkowe dwa słowa od niego nie uraczysz! A myślałam, że będzie tak fajnie, bo nowe danie na obiad wymyśliłam i dumna byłam jak paw, że tak smacznie wyszło. A potem nawet mi to przez gardło nie chciało jakoś przejść. Do dupy ze smacznym obiadkiem, do dupy z miłym wieczorem... A kilka dni temu Fabio powiedział, że tak jakoś fajnie jest, bo nie kłócimy się wcale. No to proszę.. back to reality- kłócimy się a jakże! Ech.. i nawet skoro już jutro pewnie będzie dobrze, to co się człowiek nawkurza to jego! I to o co?!! O pierdoły takie bez sensu!
sobota, 30 stycznia 2010
Dzisiaj miałam dzień wolny i poszłam na małe zakupy. Przy okazji mojego łażenia po sklepach kupiłam sobie kurteczkę! Ale nie jakąś zwykłą kurteczkę, tylko jeansową katanę. Miałyście kiedyś taką? Bo ja nie miałam już wieki całe. Chodziłam sobie między półkami, a tutaj nagle wiszą sobie katanki i to w bardzo atrakcyjnej cenie. No to się skusiłam :) I zaraz ją sobie założyłam i poczułam się jakoś tak młodo, jak nastolatka hehe.. Taka mała rzecz, a jak cieszy! :) Dzisiaj wieczorem wychodzimy z dziewczynami na kilka drinków i mam nadzieję, że pójdzie też z nami Bachonek. Biednej Basi zmarł wczoraj dziadziuś i bardzo jej smutno z tego powodu. W związku z tym, że dzisiejsze spotkanko zaplanowałyśmy już dużo wcześniej, to namawiamy ją żeby też poszła przynajmniej wypłakać się nam w rękaw, no i w grupie zawsze troszeczkę raźniej. Przynajmniej może na chwilkę uda nam się ją pocieszyć i odrobinkę rozweselić. Basia się jeszcze zastnawia, zobaczymy może uda nam się ją namówić. Ale oczywiście nic na siłę, jak nie będzie miała ochoty, to zrozumiemy. A wczoraj wieczorem byłyśmy z kilkoma koleżankami w kinie, na It`s Comlicated. Jak dla mnie film był bardzo przyjemny i zabawny. Nawet zabawniejszy niż przypuszczałam. A gra Meryl Streep, jak zawsze niezastąpiona i wspaniała. Polecam obejrzenie filmu, ot choćby tak na poprawę humoru :) A teraz już zmykam poczytać Twój Styl, bo wczoraj kupiłam i teraz kusząco zerka na mnie ze stolika :) Nie mogę oprzeć się temu błagalnemu spojrzeniu, więc nie pozostaje mi nic innego jak poddać się jego lekturze he he! Do usłyszenia!
wtorek, 26 stycznia 2010
Dzisiaj miałam wolne i jako bojowe zadanie postawiłam sobie upieczenie pyszniutkich, maślanych, rozpływających się w ustach francuskich croissantów. Trzeba przyznać, że ich wyprodukowanie to bardzo długi okres wałkowania, chłodzenia i znowu wałkowania. Już podczas pierwszego wałkowania wiedziałam, że ciasto nie jest takie jak powinno. Kleiło się strasznie, rozpadało, masło wypływało.. ech ogólnie porażka. No ale i tak zawinęłam małe rogaliki i wstawiłam je do piekarnika. Podczas pieczenia mało co wyrosły, no i w ogóle nie były takie pięknie puszyste jak powinny. Zupełnie nie przypominały tych z kulinarnych blogów, no a już na pewno nie wyglądały jak wymarzone oryginalne francuskie croissanty (których jeszcze nigdy nie jadłam, ale wierzę, że nadejdzie taki dzień kiedy tam pojadę i skosztuję jednego). Tak czy inaczej moje croissanty są zjadalne, w sumie to nawet dobre, tylko, że jakieś takie nieładne... I w smaku bardziej przypominają drożdżowe ciasto, a nie delikatne francuskie. No ale nie poddaję się, kiedyś spróbuję ponownie je przyrządzić :) Upiekłam też muffinki pomarańczowe według przepisu Nigelli. Dobrze, że przynajmniej ten wypiek się udał zarówno wizualnie jak i smakowo! Muffinki miały być z okazji wizyty koleżanki siostry, która miała przyjść dzisiaj na kawę, ale w ostatniej chwili odmówiła spotkanie i dlatego teraz sami musimy je wszystkie zjeśc :) W pracy cicho, głucho i prawie wcale nie ma turystów. Szef zaproponował mi żebym wzięła kilka dni wolnych, ale ja tak naprawdę niezbyt ucieszyłam się z tej propozycji. Bez sensu żebym brała na łapu capu wolne na bezczynne siedzienie w domu. Zaproponowałam mu, że skoro rzeczywiście jest tak cicho, to może ja przejdę na kilka tygodni na pół etatu i wtedy nie będę musiała wykorzystywać swoich dni urlopowych, a do tego dostanę jeszcze pieniądze z tutejszego zasiłku. Szef wstępnie się zgodził i powiedział, że jeszcze dokładnie to przemyśli i da mi znać jaką podjął decyzję. A teraz już zmykam i życzę wszystkim miłego weekendu. I jeszcze jedno: kocham Fabia..BARDZO! Nie żeby tylko dzisiaj hehe.. zawsze! Po prostu fajnego mam męża :) Z ostatniej chwili: Fabio powiedział, że croissanty, które dzisiaj upiekłam były najlepsze jakie jadł w życiu, że są po prostu doskonałe. No i jak tu nie kochać takiego męża?! Ha! |
Archiwum
Zakładki:
Fajne blogi:
Ja kulinarnie:
O książkach, ale nie tylko:
Szablony na blogi:
Troszkę języka polskiego:
|