|
Blog > Komentarze do wpisu
Kino, nowy sprzęt kuchenny, kokosowe bułeczki...Zacznę od tego, że w czwartek byliśmy z Fabiem w kinie na dwóch filmach. Tak tak aż dwóch, gdyż ja bardzo chciałam zobaczyć Christmas Carol, a Fabio chciał zobaczyć Harrego Browna (i ja też). Dlatego nie pozostało nam nic innego jak pójść na dwa seanse jeden po drugim :) Właściwie to między jednym filmem a drugim mieliśmy 50 minut przerwy, więc zdążyliśmy jeszcze skoczyć na szybkiego drinka do pobliskiego pubu :) Christmas Carol bardzo mi się podobało. Jednak z dzieckiem bym chyba na to nie poszła (przynajmniej nie z takim kilkuletnim). Osoby, które czytały Wigilijną Opowieść Ch.Dickensa wiedzą pewnie, że nie była napisana z zamiarem opowiastki dla dzieci a raczej dla dorosłych. Troszeczkę to straszne (jak dla dzieci a nie dla mnie rzecz jasna) :) Chociaż Fabio powiedział, że przesadzam i że nie było tam nic a nic przerażającego i on by z dzieckiem poszedł. No więc wybór pozostawiam Wam drodzy rodzice, każdy najlepiej zna swoje dziecko i wie czego się boi, więc nie powinno być problemu z podjęciem decyzji :) Tak czy inaczej film nakręcony bardzo ciekawą techniką (jakąś najnowszą podobno) i naprawdę warty obejrzenia, szczególnie gwoli przypomnienia o niesieniu pomocy innym przed świętami (to tak na wypadek jak byśmy byli zbyt zajęci własnymi zakupami, prezentami, nowymi ozdobami choinkowymi- są przecież tacy, którzy nie mogą sobie pozwolić na takie rarytasy- a może gdzieś niedaleko nas ktoś potrzebuje pomocy, albo choćby miłego słowa czy towarzystwa).
Drugim filmem był Harry Brown. I tutaj wystarczy chyba jedno słowo, opisujące całe moje emocje po jego obejrzeniu: S-U-P-E-R !!! Naprwdę niesamowity, bardzo wzruszający, prawdziwy i świetnie nakręcony. Oczywiście Michael Caine zagrał mistrzowsko. Świetny aktor, świetny!!!
A dzisiaj dostałam od Fabia mały prezencik (takie przyspieszone o kilka dni Mikołajki tudzież Pod Poduszkę hehe..) :) A prezent, to super duper KENWOOD mini chopper (zdjęcie tutaj klik klik). Taka mała rzecz a cieszy jak cholera. Teraz już wszystko, wszyściutko mogę sobie poszatkować, zmielić, pociąć! Przed świątecznym szałem gotowania prezencik jak znalazł! Bardzo mnie ucieszył :) Ale ja to kocham dostawać sprzęty kuchenne, więc nawet nowa foremka do ciasta ucieszy mnie do granic szaleństwa hehe.. A z piekarnika wydobywa się już cudowny zapach kokosowych bułeczek, według przepisu niezastąpionej Dorotuś. Przepis postaram się wstawić jutro na blogu kulinarnym, jak uda mi się zrobić zdjęcia w świetle dziennym (mam nadzieję, że do jutra ostaną się jeszcze jakieś bułeczki) :) To już wszystko na dziś, zmykam skubnąć kokosowej bułeczki mniammmm... sobota, 28 listopada 2009, kiniapop
|
|